Forum Historyczno-Eksploracyjne Strona Główna Forum Historyczno-Eksploracyjne


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Dzień Żołnierzy Polskiego Podziemia Niepodległościowego
Autor Wiadomość
gizio 


Wiek: 44
Dołączył: 11 Lis 2006
Posty: 758
Skąd: Gdzieś z ziemianki
Wysłany: Pon Mar 01, 2010 11:48 am   Dzień Żołnierzy Polskiego Podziemia Niepodległościowego

Dzisiaj czyli 1 marca przypada Dzień Żołnierzy Polskiego Podziemia Niepodległościowego. 8)


Ostatni żołnierze Rzeczpospolitej. 1947–1955 walka o honor – Andrzej Krzystyniak

Władze komunistyczne ogłaszając w roku 1947 amnestię dla żołnierzy podziemia miały jeden cel: całkowite rozbicie podziemia jego dezorganizację i koniec jakiegokolwiek oporu. Zmęczenie walką i życiem w ciągłej konspiracji partyzantów było bardzo wielkie. Nadzieja na zmianę klimatu politycznego, życie w wolnej ojczyźnie okazały się niemożliwe do zrealizowania. Niezłomni partyzanci ujawniali się i składali broń z zaciśniętymi zębami w poczuciu krzywdy, lecz z podniesioną głową.

Stefan Korboński w swych wspomnieniach w zapisie pod datą 9 marca 1947 r. a więc z okresu, gdy akcja ujawniania była w toku, opowiada o kilkugodzinnej rozmowie, jaką w mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu przeprowadził z wysłannikiem oddziału partyzanckiego. ,,Wpatrywałem się w młodego mężczyznę – zapisał – człowiek z dawnego mojego świata, z którym niedawno się rozstałem. Bliski mi i zarazem już daleki. Przystojna, chociaż wymizerowana i niewyspana twarz, śmiałe, palące spojrzenie, nerwowe ruchy. Cel rozmowy doradzić, czy trwać w lesie czy porzucić partyzantkę.’’ To co Korboński wówczas usłyszał głęboko nim wstrząsnęło : ,,Zamiast wiary w zwycięstwo, które tocząca się wojna wkrótce przyniesie, topniejąca z każdym miesiącem nadzieja na konflikt, który wprawdzie na pewno wybuchnie, ale nie wiadomo kiedy się zacznie. Zamiast zapału do walki i nieustannego nękania wroga, przygnębiające wędrówki po wertepach i ciągłe wymykanie się z obław. Zamiast otwartych drzwi do każdej chaty, gościny i noclegu, zamknięte wrota i prośba, by iść dalej, gdyż będą aresztowania i represje. Zamiast zrzutów broni i zaopatrzenia, stare, wystrzelane gruchoty i skąpa amunicja liczona na wagę złota. A nad wszystkim góruje głód, brak snu i ogromne zmęczenie, którego nie można się pozbyć.’’

Wielu żołnierzy podziemia skorzystało z ,,amnestii’’, wielu dowódców rozpuściło swoje oddziały nie widząc sensu dalszej walki, nie chcąc marnować żołnierskiej krwi która przydać się może w wolnej Polsce, bo pewnie liczyli w głębi serca, że doczekają niepodległej ojczyzny. Tymczasem terror komunistyczny w roku 1947 trwał w najlepsze, reżim komunistyczny nie przebaczał, ci którzy ujawnili się trafiali do więzień, tak jak dowódca V Brygady Wileńskiej mjr ,,Łupaszka’’ mimo, że w marcu 1947 r. po ogłoszeniu amnestii zaprzestał działalności, wyjechał na południe kraju, aresztowany został 29 czerwca 1948 r. na Podhalu we wsi Osielec koło Jordanowa. Przeżył barbarzyńskie śledztwo, torturowany przez funkcjonariuszy UB. 20 listopada 1950 r. Woskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na osiemnastokrotną karę śmierci. Razem z nim skazano na śmierć trzech oficerów wileńskiej AK: ppłk Antoniego Olechnowicza ,,Pohorecki’’, ppor. Lucjana Minkiewicza ,,Wiktor’’ i ppor. Henryka Borowskiego ,,Trzmiel’’. Wszyscy ujawnili się w marcu 1947 r. Egzekucja skazańców odbyła się 8 lutego 1951 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Mordowano ich metodą NKWD strzałem w tym głowy. Ppor. Kazimierza Chmielewskiego z V Brygady Wileńskiej aresztowano zaraz po ujawnieniu w marcu 1947 r. po trzyletnim pobycie w więzieniu skazany został na śmierć przez WSR w Białymstoku, zamordowany w kwietniu 1950 r.

Zamykano w polskich więzieniach także tych, których NKWD zwolniło z sowieckich więzień i łagrów. Tak jak przewodniczącego Rady Jedności Narodowej Kazimierza Pużaka, skazanego w ,,procesie szesnastu’’ na półtora roku więzienia, w listopadzie 1945 r. powrócił do kraju. W czerwcu 1947 r. ponownie został aresztowany i skazany przez WSR w Warszawie na dziesięć lat więzienia. Zamordowany został w więzieniu w Rawiczu. Podobnie legendarny dowódca wileńskiej AK gen. Aleksander Krzyżanowski ,,Wilk’’ który wrócił do Polski w 1947 r. po ponad trzech latach spędzonych w więzieniach i łagrach sowieckich. W lipcu 1948 r. został aresztowany w Poznaniu, przewieziono go więzienia mokotowskiego gdzie zmarł po morderczym śledztwie w szpitalu więziennym 29 września 1951 r. Represjonowano także tych którym komuniści mieli wiele do zawdzięczenia kimś takim był z pewnością płk ,,Radosław’’, który kierując się zapewne dobrą wiarą i chęcią ,,wyciągnięcia’’ z lasu żołnierzy podziemia, wydał odezwę do żołnierzy AK wzywającą ich do ujawnienia. Wielu jej posłuchało. Mimo to komuniści aresztowali ,,Radosława’’ w 1949 r. spędził on w więzieniu siedem lat, szykanowany psychicznie i fizycznie. Amnestia z lutego 1947 r. niczego nie odmieniła. Nadal tropiono i mordowano nie tylko tych, którzy nie chcieli się ujawnić, ale także tych którzy to uczynili. Komuniści demonstrowali, co warte są ich zobowiązania i przyrzeczenia. 21 maja 1947 r. w okolicach Trojanowa postrzelony został przez funkcjonariuszy UB Stanisław Warowny ,,Mściciel’’ bliski współpracownik ,,Orlika’’ Po ogłoszeniu amnestii sierż. ,,Mściciel’’ ujawnił się w PUBP Garwolin. Czynił starania o zgodę na ekshumację swego brata zamordowanego przez UB. Zamordowany został powracając z posterunku MO w Trojanowie, postrzelony przez funkcjonariuszy UB nie zmarł od razu, pozwolono mu się wykrwawić.

Ppor. Zygmunt Wilczyński ,,Żuk’’, dowódca jednego z dwóch oddziałów WiN, które działały w Inspektoracie Puławy po śmierci ,,Orlika’’ został aresztowany w Lublinie w listopadzie 1948 r. Przedwojenny plutonowy rezerwy, zatrudniony w składnicy Uzbrojenia w Stawach, uczestnik kampanii wrześniowej, po której przedostał się do Francji, gdzie następnie, w szeregach Wojska Polskiego, walczył w jej obronie, dostał się do niewoli, uciekł z niej i dotarł do rodziny w Krakowie. Działał w ZWZ a gdy został zdekonspirowany, wrócił w rejon Dęblina. Wkrótce objął dowództwo plutonu w oddziale leśnym ,,Zagona’’, następnie był dowódcą drużyn dywersyjnych w Podobwodzie ,,C’’ a po śmierci ,,Orlika’’ dowódcą grup zbrojnych WiN, działających w południowej części inspektoratu.

Wiosną 1947 r. ,,Żuk’’ nie tylko sam się ujawnił w PUBP Puławy, ale przyprowadził tam większość swych podkomędnych, uczynił potem wiele by ułatwić im start w nowe cywilne życie, a rodzinom poległych jakąś egzystencję. Po aresztowaniu ,,Żuka’’ przewieziono go z Lublina do Warszawy. Dołączyło do niego kilku jego podwładnych, którzy podobnie jak on ujawnili się i mieli zagwarantowaną nietykalność za czyny uprzednio popełnione. W końcu listopada 1950 r. po trwającym dwa lata śledztwie, postawiono ich przed sądem. Obok ,,Żuka’’ stanęli przed nim dwaj dowódcy plutonów ,,Orlika’’ : Witold Andrzejewski ,,Zawisza’’ i Jerzy Jurkiewicz ,,Junacz’’, dowódca drużyn dywersyjnych Podobwodu ,,B’’ Czesław Szlendak ,,Maks, dwaj uciekinierzy ze Skrobowa Zygmunt Brzozowski ,,Dąb’ i Jan Kobylański ,,Dziubak’’. Leon Nosiewicz ,,Zemsta’’, Edmund Pawluszewski i Jana Piesiewicz. Pawliszewski i Piesiewicz zostali zamordowani podczas śledztwa. Kary śmierci otrzymali : Jurkiewicz, Andrzejwski i Wilczyński. Pozostałych skazano na kary długoletniego więzienia. Niemal wszyscy żołnierze ,,Orlika’’ przeszli przez więzienia. Większość spędziła w nich wiele lat. Tylko ich zwierzchnik, ppłk Piotr Ignacak ,,Just’’ przebywał tam krótko. Ujawnił się w Lublinie, przeniósł do Anina pod Warszawą, w 1949 r. został aresztowany, UB aresztowało wtedy ciężko chorego na serce człowieka, do więźniarki zaniesiono go na noszach, uwolniono go zdając sobie sprawę że prawdopodobnie niedługo umrze. Zmarł rychło po uwolnieniu. Trudno doprawdy wymienić choćby połowę represjonowanych i mordowanych żołnierzy którzy skorzystali z ,,amnestii’’ z tego dobrodziejstwa jakie ofiarowywali im zdrajcy Narodu Polskiego, wspaniałomyślnie wybaczając walkę o niepodległość.

Nie jesteśmy w stanie wykazać ilu żołnierzy podziemia a także ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z ,,lasem’’ a tylko może mieli ,,szwagra w lesie’’ bądź udzielili schronienia partyzantom, stało się obiektem represji, skrytobójczych mordów, mordów sądowych, wyroków więzienia. Skala represji na żołnierzach ujawnionych sprawia że wielu z nich z powrotem trafia do ,,lasu’’. Druga fala aresztowań następuje w roku 1949 kiedy to ,,władza ludowa’’ jakby przypomina sobie o swych dawnych wrogach, którzy zresztą już od wielu lat usiłują jakoś ułożyć sobie życie, zepchnięci na margines społeczeństwa z piętnem bandyty.

Ostatni etap walki zbrojnej i zorganizowanego oporu przeciwko władzy komunistycznej rozegrał się w latach 1949 – 1955. Z raportów MBP z początków roku 1949 r możemy wyczytać wzrost aktywności zbrojnych ,,band reakcyjnych’’. Wynikało to głównie z tego, że wielu byłych żołnierzy ujawnionych wiosną 47 r. a zagrożonych aresztowaniem wracało ,,do lasu’’. Wspomnieć trzeba również iż plagą tamtych lat był pospolity bandytyzm nie mający nic wspólnego z podziemiem niepodległościowym. Grupy partyzantów działające w tamtych latach nie mogły już w sposób istotny zagrozić ,,władzy ludowej’’ dawały jednak niejednokrotnie do zrozumienia, że to jeszcze nie koniec, że ,,gdzieś tam’’ są ludzie którzy czynnie walczą z terrorem, społeczeństwo miało świadomość ze nie jest całkowicie bezbronne wobec wszechwładnej bezpieki. Historycy spierają się dzisiaj na ile oddziały ,,Żelaznego’’ ,,Bruzdy’’ czy ,,Wiktora’’ stanowiły oddziały zbrojnego podziemia a na ile grupy straceńców których celem było ,,tylko’’ przetrwanie jak najdłużej na wolności miast zatracenie w więzieniu. Są również tacy, którzy uparcie będą twierdzili, iż byli to nic więcej jak bandyci rabusie, gangi terrorystyczno rabunkowe itp. Dla ostatnich żołnierzy Rzeczpospolitej nie było odwrotu, walczyli do ostatniego naboju wiedząc co się z nimi stanie jeśli wpadną w ręce UB, ostatnie kule zazwyczaj przeznaczali dla siebie. Ginęli w poczuciu krzywdy jaka ich spotkała, ginęli wiedząc, że nie doczekają wolnej ojczyzny. Jednak w przekonaniu dobrze spełnionego obowiązku wobec ojczyzny. Walczyli przeciwko obławom składającym się z kilkuset żołnierzy KBW i funkcjonariuszy UB. Potwierdzają to dokumenty. I tak np. 28 czerwca 1948 r. 40 plutonów KBW otoczyło dwa bunkry leśne w których broniło się 13 żołnierzy NZW pod dowództwem por Jana Kozłowskiego, czterech poległo dziewięciu dostało się do niewoli. Na początku marca 1949 r. w powiecie przasnyskim około tysiąc żołnierzy KBW uczestniczyło w operacji przeciw ośmioosobowej grupie Edwarda Dobrzyńskiego ,,Orzyc’’ która broniła się w stajni ponad cztery godziny. Trzech zginęło w walce, czterech spłonęło wraz ze stajnią, jeden został ranny i ujęty. W nocy z 13 na 14 kwietnia 1951 r. 270 żołnierzy KBW ,,okrążyło’’ dwóch żołnierzy NZW Mieczysława Dziemieszkiewicza ,,Roja’’ i ,,Mazura’’ – którzy ranni popełnili samobójstwo.

Poszczególne grupy zbrojne Konspiracyjnego Wojska Polskiego przetrwały w Polsce centralnej ( region Radomsko – Częstochowa) do roku 1954. Józef Ślązak ,,Mucha’’ dowódca jednego z dwu ostatnich oddziałów III Komendy KWP aresztowany został 26 czerwca 1954 r. Zamordowany 26 sierpnia 1955 r w Łodzi. Dowódca drugiego oddziału Ludwig Danielak ,,Bojar’’ aresztowany 3 marca 1954 r. skazany na śmierć, zamordowany 5 sierpnia 1955 r. w Łodzi.

10 lipca 1954 r. poległ na Kielecczyźnie Józef Bednarczyk z odtworzonego oddziału ,,Igły’’ Tadeusza Zielińskiego. ,,Igła’’ dawny partyzant Stanisława Hedy ,,Szarego’’ wytrwał w podziemiu do połowy 1948 r.. Duży rozgłos zyskała mu ostatnia na wielką skalę walka podziemia z UB w Radomskim. W połowie maja 1948 r ,,Igła’’ ze swym skromnym liczebnie oddziałem stoczył walkę z wielokrotnie silniejszą grupą operacyjną UB i KBW. W wyniku kilkugodzinnej walki w rejonie Skaryszewa grupa operacyjna straciła kilkudziesięciu zabitych i rannych, podobne były straty partyzantów, jednak ,,Igła’’ zdołał wyprowadzić swój oddział z pola bitwy unikając okrążenia. Zdając sobie sprawę, że utrzymywanie dłużej zwartego oddziału grozi jego zagładą ,,Igła’’ rozpuścił ludzi a sam wyjechał w Piotrkowskie, gdzie w końcu czerwca popełnił samobójstwo.

Ostatnim oficerem Armii krajowej który zginął z bronią w ręku był wspomniany wcześniej mjr Jan Tabortowski ,,Bruzda’’ po ujawnieniu się w wiosną 1947 r nieustannie inwigilowany przez UB, powraca do konspiracji w 1949 r ukrywa się w bagnistych rejonach Biebrzy w swych rodzinnych stronach do roku 1954, kiedy to ginie podczas akcji na posterunek MO w Przytułach. Ostatnim partyzantem Białostocczyzny był poległy w 1957 r Stanisław Marchewka ,,Ryba’’ – zginął otoczony we wsi Jeziorko.

Niewątpliwym postrachem dla władzy komunistycznej był ,,Żelazny’’ Leon Taraszkiewicz operujący wraz ze swym oddziałem na Lubelszczyźnie, przetrwał do roku 1951 kiedy to poległ podczas próby wymknięcia się z obławy. Zginął w walce godnej pamięci. Wraz z trzema ludźmi ukrywał się we wsi Zbereż nad Bugiem koło Sobiboru, kiedy osada została otoczona prze UB i KBW w sile kompanii. Mimo olbrzymiej przewagi obławy , ,,Żelaznemu’’ i jego towarzyszom udaje się przedrzeć przez pierwszy pierścień okrążenia. Uczyniwszy to ,,Żelazny’’ wraz z dwoma ludźmi, obiegł do kilku stojących na drodze samochodów grupy operacyjnej. Żołnierze KBW widząc wykierowane w siebie lufy partyzanckich karabinów nie próbowali stawiać oporu, gdy tamci wskoczyli do terenowego gazika i rozkazali kierowcy ruszać. Ten z duża prędkością skierował wóz w stronę miejsca postoju dowództwa grupy operacyjnej. W chwili gdy ukazali się żołnierze, kierowca krzyknął ,,Ognia to bandyci !’’ i wyskoczył z gazika. Samochód wjechał w grupę żołnierzy, partyzanci z niego wyskoczyli, rozpoczęła się ostatnia walka ,,Żelaznego’’ i jego towarzyszy.

Trzech partyzantów zginęło jeden dostał się do niewoli, grupa operacyjna miała sześciu zabitych w tym dwóch oficerów – jednego z WUBP. Taki był rezultat walki kompani wojska z czterema żołnierzami podziemia. Swoistym epilogiem jest wypowiedz gen bryg. Włodzimierza Musia będącego w latach : 1946 –1947 dowódcą KBW:

,,Tak, my, komuniści, byliśmy wspierani przez Armię Radziecką, inaczej strona przeciwna by nas zwyciężyła. Byli lepiej zorganizowani, przewyższali nas taktyką walki w mieście i w lasach, mieli duże poparcie społeczne, byli lepiej wyszkoleni i sprawniejsi w działaniu. Mieli lepsze kadry’’

_________________
_________________
"O Panie, wejrzyj sprawiedliwie na walkę naszą w ciemną noc..."

http://www.youtube.com/watch?v=Vhnbh9_wnFY
 
 
 
gizio 


Wiek: 44
Dołączył: 11 Lis 2006
Posty: 758
Skąd: Gdzieś z ziemianki
Wysłany: Wto Maj 04, 2010 10:01 am   

Ostatni walczący żołnierz Polski Niepodległościowej.

Oddajmy głos jednemu z żołnierzy oddziału Adama Kusza „Garbatego”, Andrzejowi Kiszce ps. „Leszczyna”, „Dąb”, żołnierzowi NSZ, samoobrony AK-WiN i NZW. Dopiero w 1961 udało się funkcjonariuszom SB i MO osaczyć go w bunkrze. Skazany na dożywocie jako zwykły bandyta, wyszedł na wolność w 1971. Władze sądowe III Rzeczypospolitej odmówiły mu prawa do rehabilitacji... na którą czeka do dziś.
Rozmowę przeprowadził Piotr Niemiec z Tygodnika Nadwiślańskiego, nr 31 (1316).


„Chronił mnie tylko las”
Rozmowa z ANDRZEJEM KISZKĄ, żołnierzem AK-NOW, więźniem politycznym, który wciąż walczy o pełną rehabilitację.

Kiedy i w jakich okolicznościach wstąpił Pan do największego w naszym regionie oddziału AK-NOW Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan”?

- Do konspiracji wstąpiłem w 1941 r. Początkowo byłem w BCh, później (od października 1942 r.) w AK-NOW. Moim komendantem na placówce w Maziarni był Bednarski, u niego złożyłem przysięgę na krzyż i flagę biało-czerwoną. Wtedy postanowiłem, że będę jej wierny aż do śmierci. Tak nakazywała mi moja wiara i miłość do ojczyzny.
Początkowo wraz z kolegami z NOW odkopywaliśmy broń z 1939 r. i przekazywaliśmy ją do oddziału „Ojca Jana”. Po pacyfikacjach niemieckich w 1943 r. przeszedłem do oddziału Przysiężniaka i tam uczestniczyłem we wszystkich akcjach, aż do przyjścia sowietów w lipcu 1944 r.

Później wstąpił Pan w szeregi Milicji Obywatelskiej...

- Po wejściu sowietów powróciłem na swoją placówkę i zameldowałem się u komendanta Bednarskiego, od którego otrzymałem rozkaz wstąpienia do milicji. Miałem przekazywać mu wszystkie otrzymywane meldunki z Komendy Powiatowej MO.
W listopadzie 1944 r. przyszedł rozkaz z Biłgoraja, że mają być przygotowane listy wysyłki na Sybir, bo przyjeżdża kompania NKWD celem wspólnego z MO dokonania aresztowań. Była to tajemnica, ale jeden z milicjantów (z PPR) mi ją ujawnił. Powiedziałem komendantowi posterunku, że odchodzę wraz z dwoma kolegami z oddziału „Ojca Jana”. I całe szczęście, bo, jak się okazało, byliśmy pierwszymi na liście do wysyłki na Sybir. Zabrałem swój rkm i natychmiast złożyłem meldunek Bednarskiemu.

Później byl w Pan w Oddziale Leśnym NZW Józefa Zadzierskiego ps. Wołyniak. Po jego tragicznej śmierci w grudniu 1946 r. nie złożył Pan broni i walczył dalej w grupie Adama Kusza ps. „Garbaty”.

- Akcja NKWD się nie udała. Aresztowano ludzi, którzy nie byli w żadnej organizacji, wywieziono ich na Sybir. Wielu z nich tam zmarło, a ci, którzy powrócili, długo nie żyli. Zamordowano też kilku niewinnych chłopów. Postanowiłem wtedy wstąpić do oddziału NZW „Wołyniaka”. Jego zastępcą był mój kolega od „Ojca Jana”, Adam Kusz ps. „Garbaty”. W oddziale brałem udział we wszystkich akcjach, w tym w 10-godzinnej bitwie z NKWD i UB o Kuryłówkę.
Po śmierci „Wołyniaka” zostało nas kilku. Byliśmy u Kusza „Garbatego”, który polecił mi w 1947 r. ujawnić się, co też uczyniłem. Gdyby amnestia była faktyczna, to miała się ujawnić reszta oddziału. Jednak okazało się, że to jest akcja polegająca na tym, by najaktywniejszych żołnierzy podziemia aresztować. Powróciłem do oddziału Adama Kusza, gdzie przebywałem do jego likwidacji, czyli do 19 sierpnia 1950 r.

Jak doszło do rozbicia oddziału?

- W lipcu 1950 r. „Garbaty” nawiązał kontakt z ludźmi podobno godnymi zaufania. Dostarczyli nam pieniądze na zakup żywności, obiecali wyrobić lewe dokumenty na wyjazd na Zachód. „Kapitan” miał być z Komendy Okręgu WiN Lublin. Z jego to inicjatywy, celem utrzymania kontaktu z Zachodem, dostarczono do oddziału radiostację i dwuosobową obsługę. Niestety, okazało się, że byli to agenci UB, a radiostacja służyła do lokalizacji naszego miejsca postoju.
15 sierpnia 1950 r. lasy janowskie zostały okrążone przez KBW, UB, MO w ilości trzech tysięcy żołnierzy. Dowódca rozdzielił nas na dwie grupy, ja z pięcioma kolegami poszedłem oddzielnie. „Garbaty” z resztą oddziału i radiotelegrafistami poszedł w przeciwnym kierunku. Uciekaliśmy w stronę lasów lipskich. Udało nam się przejść przez okrążenie. W trzecim dniu przeprawiliśmy się, idąc bagnami.
„Garbaty” znal lasy janowskie jak własną kieszeń, z całą pewnością przeszedł przez okrążenie, z całą pewnością został zamordowany wraz z kolegami przez radiotelegrafistów-ubeków.

Od czasu rozbicia oddziału „Garbatego” aż do grudnia 1961 roku ukrywał się Pan przed komunistycznym aparatem bezpieczeństwa m.in. w leśnym bunkrze. Kto niósł Panu pomoc?

- Ja miałem kontakt z kolegami, którzy współpracowali z Oddziałem Leśnym „Garbatego”. Byli to Stanisław Flis ps. „Czarny”, Józef Kłyś ps. „Rejonowy”, Stefan Wojciechowski ps. „Bogucki”. Najgorsza była zima, w stodołach bylo trudno się ukryć, zbyt wiele śladów zostawialiśmy na śniegu. Dlatego wybudowaliśmy w lesie bunkier i pod pokrywą śniegu przebywaliśmy trzy-cztery miesiące.
Później Józef Kłyś i Stefan Wojciechowski zostali zamordowani przez UB w Piłatce. Gdy zostałem sam, schronieniem był mi las i bunkry. Przy pomocy dwóch zaufanych ludzi zrobiłem bunkier nr 3. Najpierw przygotowaliśmy materiał, nocą wykopaliśmy dół. Na powałę położyliśmy bale świerkowe i papę, żeby nie przemakało do środka. Na bunkrze posadziliśmy świerki, na wierzchu był mech. Wejście tak się zamykało, aby nie było śladu. W środku była zrobiona studzienka, bo zachodziła konieczność gotowania wody, ubikacja zrobiono była z żelaznej beczułki. Zrobiliśmy dwa otwory na dopływ i odpływ powietrza. Umeblowaniem było łóżko do spania.
Bunkier zrobiony był w Nadleśnictwie Huta Krzeszowska, koło wsi Ciosmy, na wzgórzu, wśród gęstego lasu. W Ciosmach miałem kontakt z dwoma chłopakami, oni pomagali mi tylko letnią porą. Nie wiedzieli o istnieniu bunkra. Na zimę miałem zapasy: ziemniaki, trochę makaronu, suchy chleb.
Tłuszcz był z upolowanych koziołków, mięso było ugotowane i zalane smalcem. Zapasy starczyły na całą zimę. Gotowałem dwa razy dziennie na maszynce spirytusowej, na okres zimy miałem 40 litrów tego paliwa. Na zimę zamykałem się w bunkrze. Nie mogłem z niego całą zimę wychodzić, groziło to pozostawieniem śladów na śniegu. W bunkrze było ciepło, siedziałem całą zimę w koszuli, miałem też książki do czytania. Jednej zimy przyszła do mnie mysz, wpadła do słoika po smalcu, siedziała tam całą zimę, miałem więc z kim rozmawiać. Na wiosnę ją wypuściłem.
Ukrywałem się sam, a UB z gromadą kapusiów robiło wszystko, żeby mnie aresztować lub zamordować. A ja w zimie siedziałem w bunkrze, wiosną i latem byłem panem swoich lasów. To one mnie ratowały. Wszyscy moi koledzy, którzy ukrywali się po wsiach, zostali zamordowani przez UB, przeważnie w wyniku zdrady.
Tak dotrwałem do 31 grudnia 1961 r. Zimę spędzałem w bunkrze. Śniegu nawaliło z pół metra, żadnego śladu nie było widać. Z bunkra, zgodnie z wieloletnim doświadczeniem, nie wychodziłem. A jednak ktoś mnie zdradził, bo wiedziano, gdzie pod taką grubą warstwą śniegu jest mój bunkier. Słyszałem jak odwalają śnieg i kopią. Słyszałem już, że w śledztwie tak nie katują, dlatego mimo posiadanego arsenału broni - poddałem się bez walki.

Za swoją walkę o niepodległość Polski został Pan skazany na dożywotnie wiezienie. Sąd Najwyższy zmniejszył karę do 15 lat. W wyniku amnestii mury więzieniu opuścił Pan po 9 lutach. Jak Pan żył z piętnem „reakcyjnego bandyty"?

- Na wolność wyszedłem w 1971 r. Pojechałem do swojej rodziny. Ksiądz z naszej parafii wezwał mnie do siebie. Dowiedziałem się od niego, że UB dawało mu dolary lub samochód, by spowiadał moją rodzinę i wydobył od niej, gdzie się ukrywam. Ostrzegał, abym uważał na ludzi.
Wyjechałem na zachód do województwa szczecińskiego, tam żyła żona mojego zmarłego brata, miała małe dzieci i gospodarstwo rolne. Ożeniłem się z nią. I mimo wielu trudności, jakoś się żyło, z nadzieją na wolność Polski. Nawet sąsiedzi nie wiedzieli o moich przeżyciach, po tylu zawodach i zdradach byłem ostrożny. Wiedziałem, że władza ludowa czuwała i interesowała się moją osobą.

W III RP żołnierze podziemia antykomunistycznego zostali zrehabilitowani i odznaczeni. W Pana przypadku nasze sądy, i nawet Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, nie chcą uznać, że walce o niepodległości Polski poświecił Pan 29 lat życia.

Ta kwestia porusza bardzo bolesny dla mnie temat. Istniejące prawo nazwać można tylko hańbiącym lub barbarzyńskim. Moja wina polega na tym, że walczyłem o honor żołnierza polskiego.
Dnia 23.10.1954 r. udałem się z obstawą, do mieszkającego w Rataju Ordynackim Jana Łukasika, sekretarza PZPR, uprzednio konfidenta NKWD, a wówczas konfidenta bezpieki. Miałem zamiar wymierzyć mu karę chłosty i ostrzec go, by zaprzestał wydawać UB żołnierzy podziemia. Spał, gdy wszedłem sięgnął po pistolet, który miał pod poduszką. Ja byłem szybszy - ratując swe życie, oddałem celny strzał.
Według obowiązującego dzisiaj prawa, gdyby on mnie zabił, byłaby to zbrodnia komunistyczna, a skoro ja do niego strzelałem, to zostałem „bandytą”. Na nic zdały się zeznania świadków. Oficer ze zgrupowania NZW, Skarbimir Socha, zeznał nawet, że za wysyłkę akowców na Sybir, do czego przyczynił się Łukasik, miałem prawo wykonać na nim wyrok śmierci, bo takie były ostatnie rozkazy Komendy NZW.
Gdy moi adwokaci wyczerpali już możliwości prawne, do sprawy włączył się ppłk Skarbimir Socha, który otrzymał ode mnie pełnomocnictwo do wniesienia skargi do Trybunatu Praw Człowieka w Strasburgu. Głównym argumentem zawartym w skardze był brak szczegółowego śledztwa, które powinien przeprowadzić IPN w Lublinie. Kolejnym ważnym argumentem było przyznanie mi przez Urząd ds. Kombatantów uprawnień kombatanckich do 31 grudnia 1956 roku. (W decyzji urzędu czytamy, że dalszego okresu nie może uznać ze względu na to, że ustawa za ostateczny termin uznaje właśnie do końca 1956 roku). Również cały pobyt w więzieniu od stycznia 1962 do sierpnia I971 roku został uznany za „walkę o wolność Polski”. Jednak polskie sądy nie zrehabilitowały mnie, a przede wszystkim nie wyjaśniły sprawy mordu UB na żołnierzach „Garbatego” w sierpniu 1950 roku!
W Strasburgu sprawę przyjęto do rozpatrzenia, ale wyrok był dla mnie niekorzystny. Starania, by uzyskać pomoc od naszych europosłów nie odniosły skutku. Nawet nie otrzymałem odpowiedzi na moją prośbę.
Za walkę z Niemcami otrzymałem Krzyż Narodowego Czynu Zbrojnego i Krzyż Partyzancki. Za walkę z komuną odznaczeń żadnych nie przyznają. Taka jest dziś w Polsce sprawiedliwość.

Jakie przesłanie chciałby Pan przekazać pokoleniu, które lata niemieckiej i sowieckiej okupacji znają tylko z podręczników historii?

- Jestem już starym człowiekiem, mam 85 lat, ukończyłem tylko szkołę powszechną, reszta to szkoła życia, która wiele mi dała.
Kochajcie Pana Boga, u niego zawsze można znaleźć siłę do przetrwania, a nawet wiarę w ludzi, on jest sprawiedliwością. Kochajcie Kościół, który był i jest ostoją polskości. W partyzantce, w więzieniu UB, wszędzie byli z nami księża. Kochajcie Polskę, bez niej żyć się nie da. Dlatego wychowani przez rodziców, którzy żyli w niewoli, mieliśmy Polskę w naszym sercu. Dla niej oddawaliśmy życie, przechodziliśmy tortury i więzienia, upodlenia. Choć serce zalewa gorycz, to nie żałuję tych 29 lat, które jej w ofierze składam. Postąpiłem tak, jak honor Polaka - żołnierza mi nakazywał. Jestem z tego dumny.

Dziękuję za rozmowę.

GArbaty16__Andrzej_Kiszka.jpg
Plik ściągnięto 243 raz(y) 50,67 KB

_________________
"O Panie, wejrzyj sprawiedliwie na walkę naszą w ciemną noc..."

http://www.youtube.com/watch?v=Vhnbh9_wnFY
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Support forum by phpBB Assistant
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group